niedziela, 24 marca 2013

Awaria

Budzę się rano. Rano, bardzo wcześnie i porażona (w ogromnej przenośni!) zostaję wiadomością, iż dziś nie będzie prądu. XXI wiek - czy to możliwe? Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni nie było prądu? 20 lat temu..? Też mi wielka sprawa! - myślę w pierwszym momencie. Jakoś sobie bez prądu poradzę. Chyba. Ale jak się szybko okazało, to się dopiero nazywa "powrót do przeszłości"!
Nie ma prądu, to nie ma wody, więc się nie wykąpię. Dobrze, że jest mineralna w butelce, przynajmniej zaparzę sobie kawę i pomyślę, co dalej (dziękuję ci, mamo, że nie pozbyliśmy się butli gazowej!). Na umycie zębów też starczy. Uff.
Nie ma prądu - nie ma telewizji, nie ma komputera, nie ma nawet telefonu (!), bo wszystkie ustrojstwa są nowoczesne i przenośne, co to bez prądu nie drgną. Komórki też nie ma, bo się właśnie rozładowała. Nikt w końcu nie uprzedzał, że nie będzie jak naładować!
Co więc robić? Piję kawę i myślę.
Nawet pisanie przychodzi mi z trudem. Odwykłam od tradycyjnego długopisu i kartki papieru. Kalendarz prowadzę w telefonie, pisma wystosowuję w wordzie, listy wysyłam mailem lub esemesem. Długopisie, jak cię trzymać w dłoni?!? Zabawne. Ćwiczę literki: Ala ma kota. Kot ma Alę.
Postanowiłam przykleić nos do szyby i jak za dawnych, dziecięcych lat patrzeć na świat. Liczyć samochody przejeżdżające w oddali. Czekać na przelatujący samolot i snuć przypuszczenia, do jakiego ciepłego kraju leci... Po pół godziny patrzenie w okno staje się żmudne. "W czasie deszczu dzieci się nudzą..." - tak śpiewało się kiedyś, inaczej niż dziś.
Po jaką cholerę tak wcześnie wstawałam!?! No tak, zimno mnie obudziło, bo nie ma prądu - nie ma ognia w piecu!
Wiem! Poczytam. Muszę tylko poszukać jakiegoś jasnego miejsca ; )