niedziela, 18 października 2015

We are TRI

Tak, to była kwestia czasu. Co zaraźliwe, prędzej czy później, chwycisz i ty. Publiczna deklaracja została złożona. Rok 2016 będzie i dla mnie nie tylko biegowy, ale i triathlonowy. Czy dałam się złapać na panującą modę? Może i tak. Emocje towarzyszące zawodom są tak wielkie, że nie sposób im się oprzeć.
Pierwszy raz na zawodach triathlonowych byłam jakieś 4 lata temu - startował znajomy w swoich pierwszych zawodach na dystansie olimpijskim. Wtedy jeszcze nie chwyciłam bakcyla, przynajmniej nie triathlonowego. Przełom nastąpił w Poznaniu, kiedy ów znajomy z kolejnym "zarażonym" znajomym startowali w swoim pierwszym 1/2 Ironman'a. Kiedy usłyszałam na starcie Two steps from hell (https://www.youtube.com/watch?v=LRLdhFVzqt4) i towarzyszącą w wodzie wrzawę startujących, przepadłam. Choć póki co, tylko wobec samej siebie. Nie wypowiedziałam tego głośno.
W tym roku ponownie kibicowałam w Poznaniu i stało się. Za rok startuję z wami! Czy w Poznaniu? Miejsce jakby przeznaczone.

niedziela, 19 kwietnia 2015

a co jak będę ostatnia?

biegowe lęki przedstartowe bywają różne. że nie dam rady, że kontuzja, że nie ten dzień, że nikt nie przekroczy linii mety później niż ja. ten ostatni jest zdecydowanie największy, bo będą pokazywać palcem i szydzić. upokorzenie w wersji ekstremalnej: dobiegasz w końcu do mety, a tam po imprezie. nikt nie czeka. wszystko zwinięte. ani śladu. ta wersja jest zdecydowanie wyimaginowana, acz oliwy do ognia dolewa.
zbudowanie dystansu do lęków we własnej głowie nie jest łatwe i wymaga ciężkiej pracy. konieczne jest wypracowanie wokół siebie swoistej strefy buforowej, która będzie filtrować docierające do nas informacje oraz egoistycznej strefy "własnego ja", która mobilizuje nas do dalszego działania. a działamy według własnego planu. jeżeli dźwigasz ze sobą "nad"kilogramy, nie będziesz biegać równie szybko, jak szczupły biegacz! tego nie przeskoczysz, więc nie mierz się z nimi. rób swoje. biegaj swoje. czas nie jest ważny. liczy się tylko ten uśmiech, który pojawia się na twojej twarzy po przekroczeniu mety. pamiętasz go? niech cię niesie w kolejnych treningach i startach.    

sobota, 7 marca 2015

święto samotnych kobiet

Goździk + rajty z klinem - na szczęście nie moja era, aczkolwiek z pewnego źródła wiem, iż tym
właśnie obdarowywano wszystkie panie. Wtedy. Za tamtych czasów.
Ja z kolei przypominam sobie mojego tatę jeżdżącego polonezem od ciotki do ciotki, od znajomej do znajomej, aż w końcu dotarł i do mamy, i do mnie. Bagażnik miał pełen tulipanów. Czerwonych. Innych chyba nie było. Te nasze były już lekko oklapłe, ale nieważne, bo liczył się gest.
Tego symbolicznego kwiatka dostawałam tak długo, dopóki się nie wyprowadziłam z domu.
Od tamtej pory tradycja jakby umarła. Raz na 5 lat jakiś krótki esemesiak. Tulipany kupuję sobie sama. Na tę jedną jedyną okazję muszą być. Z tej okazji sama też robię sobie shopping, spełniam zachciewajki. Wieczorem nalewam lampkę wina i oglądam romansidło.
Jakież to życie jest kurwa smutne.

wtorek, 6 stycznia 2015

ciekawość pierwszy stopień do piekła...

...czyli o jednym z największych przysłowiowych bzdur.

być czegoś ciekawym, to znaczy chcieć wiedzieć, znać, rozwijać się. nie wiedzieć dlatego, żeby doszukać się sensacyjnej plotki, a żeby być mądrzejszym bądź zainspirowanym do poszerzenia swojej wiedzy.

nie bez kozery od najmłodszych lat stawiamy pytanie "a dlaczego". bo niby jakiej plotki może chcieć się doszukać dziecko, które jeszcze nie ma nawet pojęcia o jej istnieniu? niech nas ów "dlaczego" nie irytuje. odpowiadajmy cierpliwie naszym dzieciom. to bardzo dobrze, że chcą wiedzieć.
ciekawość to nie wścibskość! bez ciekawości nie byłoby odkryć! ;)