niedziela, 19 kwietnia 2015

a co jak będę ostatnia?

biegowe lęki przedstartowe bywają różne. że nie dam rady, że kontuzja, że nie ten dzień, że nikt nie przekroczy linii mety później niż ja. ten ostatni jest zdecydowanie największy, bo będą pokazywać palcem i szydzić. upokorzenie w wersji ekstremalnej: dobiegasz w końcu do mety, a tam po imprezie. nikt nie czeka. wszystko zwinięte. ani śladu. ta wersja jest zdecydowanie wyimaginowana, acz oliwy do ognia dolewa.
zbudowanie dystansu do lęków we własnej głowie nie jest łatwe i wymaga ciężkiej pracy. konieczne jest wypracowanie wokół siebie swoistej strefy buforowej, która będzie filtrować docierające do nas informacje oraz egoistycznej strefy "własnego ja", która mobilizuje nas do dalszego działania. a działamy według własnego planu. jeżeli dźwigasz ze sobą "nad"kilogramy, nie będziesz biegać równie szybko, jak szczupły biegacz! tego nie przeskoczysz, więc nie mierz się z nimi. rób swoje. biegaj swoje. czas nie jest ważny. liczy się tylko ten uśmiech, który pojawia się na twojej twarzy po przekroczeniu mety. pamiętasz go? niech cię niesie w kolejnych treningach i startach.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz