Nie będziesz
miał bogów cudzych przede mną – nie mam, nie miałam, mieć nie zamierzam.
Wychowano mnie w katolickim domu, zgodnie z przykazaniem bożym. I naprawdę w
Ciebie wierzę.
Nie będziesz
brał imienia Pana, Boga swego, nadaremnie – nadaremnie nie wzywam, choć wezwać
Cię muszę. Gdzie jesteś? Nie chcę szydzić, chcę zrozumieć. Usłyszeć, jaki był
sens. Dlaczego? Nie tyle, dlaczego ja, a dlaczego w ogóle ktoś?!
Cześć, mam
na imię Kasia, mam 35 lat. Jestem szczęśliwą żoną, jeszcze szczęśliwszą matką,
przykładną córką, starszą siostrą. Jestem rzetelnym pracownikiem, ugodową
sąsiadką, spoko kumpelą, wiernym przyjacielem. Jestem dobra!
Zawsze
marzyliśmy z mężem o dużej rodzinie. On, jedynak, nie wiedział, co to znaczy „pełny
dom”. Udało nam się go stworzyć. Urodziłam trójkę synów. Z pokorą przyjęliśmy
chorobę najmłodszego. Mimo powracającego pytania, dlaczego nasze dziecko,
dlaczego nasz Szymek, nie szukaliśmy odpowiedzi ani usprawiedliwienia. Chwyciliśmy
życie mocno w garść i poszukaliśmy rozwiązania. Dzięki ofiarności ludzi udało
nam się zebrać odpowiednią sumę pieniędzy, żeby podjąć leczenie zagranicą. Jakże
częsty scenariusz. Ludzie pomagają sobie bezinteresownie, anonimowo. Bo chore
dziecko. Bo trzeba! Bo miłość bliźniego. Bo pieniądze nie mogą być przeszkodą. Jest
nadzieja.
Jakiż przeżyliśmy
dramat, kiedy ów zagranica powiedziała nam, że to nie wystarczy. Że trzeba
więcej. Nie tyle pieniędzy, co możliwości. Zapytano nas o komórki macierzyste. -
Nie zabezpieczaliśmy ich… - Pomogą?!?!? Postaramy się o czwarte dziecko! Dopełnimy
dom!
Gdyby nie
choroba Szymka, raczej nie zdecydowalibyśmy się na kolejne dziecko. 500+ kusi,
ale nie aż tak! ; ) Z mojej urzędniczej pensji i działalności męża żyło nam się
skromnie, ale godnie. Planowaliśmy wybudować własny dom dla naszych chłopaków. Choroba
syna zweryfikowała palny i przynajmniej na razie budowę trzeba było odłożyć w czasie. Jego zdrowie było najważniejsze.
Dziewczynka!
Co za radość! Jestem w ciąży! Księżniczka, o której zawsze marzyliśmy. Jest nadzieją
dla swojego starszego brata. Będzie jego oczkiem w głowie – w dosłownym słowa
znaczeniu.
Miała być…
Tymczasem jest żałoba. Jest rozpacz, żal i dramat. Uszczypnij
mnie! Każ się obudzić! Synowie czekają, że jutro usłyszą mój głos! Czekają na
płatki z mlekiem. Że przytulę, opowiem bajkę. Odbiorę ze szkoły. Pomogę w
lekcjach. Czekają na siostrzyczkę, Nadzieję… Mąż czeka na ukochaną żonę,
najlepszego kumpla. Czeka na córkę, dla której miał postradać zmysły, której miał
być bohaterem : )
Wyrwano nas z życia. Umieram ja, umiera Nadzieja.
Gdzie jesteś? Boże, gdzie jesteś w tym?! Stań przed nimi i wskaż, jak dalej żyć...





