poniedziałek, 20 lutego 2017

Przepraszam, czy żyje z nami Bóg?

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną – nie mam, nie miałam, mieć nie zamierzam. Wychowano mnie w katolickim domu, zgodnie z przykazaniem bożym. I naprawdę w Ciebie wierzę.
Nie będziesz brał imienia Pana, Boga swego, nadaremnie – nadaremnie nie wzywam, choć wezwać Cię muszę. Gdzie jesteś? Nie chcę szydzić, chcę zrozumieć. Usłyszeć, jaki był sens. Dlaczego? Nie tyle, dlaczego ja, a dlaczego w ogóle ktoś?!
Cześć, mam na imię Kasia, mam 35 lat. Jestem szczęśliwą żoną, jeszcze szczęśliwszą matką, przykładną córką, starszą siostrą. Jestem rzetelnym pracownikiem, ugodową sąsiadką, spoko kumpelą, wiernym przyjacielem. Jestem dobra!
Zawsze marzyliśmy z mężem o dużej rodzinie. On, jedynak, nie wiedział, co to znaczy „pełny dom”. Udało nam się go stworzyć. Urodziłam trójkę synów. Z pokorą przyjęliśmy chorobę najmłodszego. Mimo powracającego pytania, dlaczego nasze dziecko, dlaczego nasz Szymek, nie szukaliśmy odpowiedzi ani usprawiedliwienia. Chwyciliśmy życie mocno w garść i poszukaliśmy rozwiązania. Dzięki ofiarności ludzi udało nam się zebrać odpowiednią sumę pieniędzy, żeby podjąć leczenie zagranicą. Jakże częsty scenariusz. Ludzie pomagają sobie bezinteresownie, anonimowo. Bo chore dziecko. Bo trzeba! Bo miłość bliźniego. Bo pieniądze nie mogą być przeszkodą. Jest nadzieja.
Jakiż przeżyliśmy dramat, kiedy ów zagranica powiedziała nam, że to nie wystarczy. Że trzeba więcej. Nie tyle pieniędzy, co możliwości. Zapytano nas o komórki macierzyste. - Nie zabezpieczaliśmy ich… - Pomogą?!?!? Postaramy się o czwarte dziecko! Dopełnimy dom!
Gdyby nie choroba Szymka, raczej nie zdecydowalibyśmy się na kolejne dziecko. 500+ kusi, ale nie aż tak! ; ) Z mojej urzędniczej pensji i działalności męża żyło nam się skromnie, ale godnie. Planowaliśmy wybudować własny dom dla naszych chłopaków. Choroba syna zweryfikowała palny i przynajmniej na razie budowę trzeba było odłożyć w czasie. Jego zdrowie było najważniejsze.

Dziewczynka! Co za radość! Jestem w ciąży! Księżniczka, o której zawsze marzyliśmy. Jest nadzieją dla swojego starszego brata. Będzie jego oczkiem w głowie – w dosłownym słowa znaczeniu.

Miała być…

Tymczasem jest żałoba. Jest rozpacz, żal i dramat. Uszczypnij mnie! Każ się obudzić! Synowie czekają, że jutro usłyszą mój głos! Czekają na płatki z mlekiem. Że przytulę, opowiem bajkę. Odbiorę ze szkoły. Pomogę w lekcjach. Czekają na siostrzyczkę, Nadzieję… Mąż czeka na ukochaną żonę, najlepszego kumpla. Czeka na córkę, dla której miał postradać zmysły, której miał być bohaterem : )
Wyrwano nas z życia. Umieram ja, umiera Nadzieja.
Gdzie jesteś? Boże, gdzie jesteś w tym?! Stań przed nimi i wskaż, jak dalej żyć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz