czwartek, 24 lipca 2014

Wszystko mi mówi, że muszę biegać

W ostatnich kilku dniach odnotowałam lekki spadek formy, chęci, motywacji i wszystkiego. Dzwoniący o 05.30 budzik sam drzemał do 07.00. A taka byłam zachwycona tym bieganiem z rana! Na szczęście dziś już znalazłam siły, żeby wstać i pobiec. Dlatego też po pracy pobiegłam jeszcze raz. Tym razem do Go Sport. Szłam (BIEGŁAM) z zamiarem kupienia ciemnych skarpetek biegowych, ponieważ białe, co tu wiele mówić... Nie rozumiem, jak ktoś może ubierać się na biało do biegania! ?!
<- Natrafiłam na dobre ceny... I jak tu nie biegać..? ;)
Pójdę dziś chyba wcześniej spać, żeby szybciej było rano i będę w końcu mogła zaparadować w Parku Skaryszewskim ;)
A prawda jest taka, że biegam wyłącznie dla siebie i dla siebie ubieram się do tego biegania. No i po prostu lubię wyglądać ładnie.

środa, 23 lipca 2014

Moje ulubione śniadanie, czyli Weißwurstfrühstück

Monachium – mój drugi dom. Tęsknię za miastem, jego kafejkami, w których śniadania przeciągają się do późnych godzin popołudniowych. Zjeść można wszystko, co tylko dusza zapragnie.

A moja dusza najbardziej pragnie białej kiełbasy, zaparzonej w glinianym garnuszku, chrupiącego precla z kryształkami grubej soli, posmarowanego prawdziwym masłem oraz solidnego kleksa słodkiej bawarskiej musztardy. Prosto, smacznie i z tradycją - takie śniadania stanowią nieodzowny element bawarskiej kultury. A żeby tradycji stało się zadość, popić należałoby ów Weißwurstfrühstück jeszcze białym, pszenicznym piwskiem. Należałoby... Jednak świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy też wystarczy. Tylko nie mówię o tym głośno. Nie przypadłoby to Bawarczykom do gustu ; )

niedziela, 13 lipca 2014

Wyzwanie musi być!

Bo gdybym go nie miała, biegałabym na max 40 % swoich możliwości. Dopiero kiedy ściga mnie termin, potrafię się spiąć i dać z siebie 41 % ;)
Cóż zrobić, taki typ człowieka. Nie tylko człowieka - biegacza.
W ubiegłym roku wystartowałam w zawodach na 15 km. A jako, że poprzeczka musi być postawiona wyżej, w tym roku będzie półmaraton. Dam radę. Na przetrwanie, ale dam. Bo moje starty to nie bieg na podium, to radosne przekroczenie linii mety. Żeby stać się jednym z nich <3
31.08.2014, Warszawa - będzie cudownie!

czwartek, 10 lipca 2014

O tym, co ważne

...miało być o wszystkim istotnym i wychodzi na to, że to właśnie bieganie obejmuje prowadzenie w ów wszystkim.  Beata Sadowska, znana dziennikarka radiowo-telewizyjna, napisała cudowną książkę "I jak tu nie biegać". Tytuł broni się sam sobą. I sobą nakłania do dobrego. Do wysiłku, do sys-te-ma-tycz-no-ści (nie jestem pewna tych sylab), do biegania rano.
Cenię sobie sen. Nienawidzę budzika! Kiedy stawiałam pierwsze kroki biegowe, trening był możliwy wyłącznie w ciągu dnia, wieczorem. Nie licząc okresu bezrobocia, kiedy to mogłam spokojnie wcześnie wstać (bo jak budzik jest off, to budzę się sama bardzo wcześnie - tak na przekór), zjeść śniadanie, ogarnąć oferty pracy i dopiero wtedy pójść na trening.
Chodząc do pracy nie wyobrażałam sobie wstawania o 5.00, żeby wyrobić się z treningiem i na 9.00 do biura. Przekonało mnie jednak stwierdzenie w książce p.Beaty, iż z rana jest łatwiej biegać, bo organizm się jeszcze nie broni przed. Nie wymyśla, nie szuka wymówek w pogodzie ani usprawiedliwienia w ciężkim dniu.
Wstaję o 5.30, wypijam szklankę wody i wybiegam. Nie zastanawiam się nad niczym, nie analizuję. Po prostu wstaję i robię, co do mnie należy. Żeby każdy dzień był dobrze rozpoczęty. Około 6.45 jestem z powrotem w domu i mam ponad godzinę do wyjścia do pracy. Wybiegane rano endorfiny wystarczają mi na cały dzień. Czuję się cudownie. Długie wybieganie zostawiam na weekend.
To tylko jedno z mądrych rzeczy, jakie przeczytałam w książce. Uwielbiam ją!