Monachium – mój drugi dom. Tęsknię za miastem, jego
kafejkami, w których śniadania przeciągają się do późnych godzin
popołudniowych. Zjeść można wszystko, co tylko dusza zapragnie.
A moja dusza najbardziej pragnie białej kiełbasy, zaparzonej
w glinianym garnuszku, chrupiącego precla z kryształkami grubej soli,
posmarowanego prawdziwym masłem oraz solidnego kleksa słodkiej bawarskiej
musztardy. Prosto, smacznie i z tradycją - takie śniadania stanowią nieodzowny
element bawarskiej kultury. A żeby tradycji stało się zadość, popić należałoby
ów Weißwurstfrühstück jeszcze białym, pszenicznym piwskiem. Należałoby... Jednak
świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy też wystarczy. Tylko nie mówię o tym głośno.
Nie przypadłoby to Bawarczykom do gustu ; )

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz