Na początku cieszysz: dajesz czas na oddech. Zaległe porządki, mycie okien. Spotkania ze znajomymi, odkładane z braku czasu. SPORT!!! O tak, dużo sportu. 5 kg mniej.
Dajesz czas na przeczytanie sterty książek - nawet całej. Internet też cały można wtedy przejrzeć. Bloga założyć ;). Wyspać za wsze czasy. Ba! Na zapas. I te okna jeszcze raz umyć można. (Przykład z mycie okien przytoczony przykładowo. Mojego stosunku do mycia okien, nawet zimowa bezrobotność nie zmieni!)
Oprócz tego czasu "na wszystko", pojawia się też radość. Że zaczniemy coś nowego, coś fajnego. Pojawia się podniecenie, bo przecież nowe otoczenie, nowe wyzwania.
Że ta nowa praca będzie...
Że będzie...
Że...
Będzie???
I wtedy mija tydzień, dwa. Nie, tego się nie zauważa! Mija miesiąc, dwa. Telefon nawet jak nie milczy, to gada głupoty! Składa niemal niecenzuralne propozycje!! Czy aż tak niewiele jestem warta? Ja: pracowita, lojalna. Ja zdolna. Ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz