Wychowałam się w borowiackiej wsi. Wśród sosen, cisów i dębów. Nad jeziorami i Brdą. Na polu u Babci: zbierając kartofle, pasąc gęsi, goniąc kury, jedząc w "świńskiej" kuchni kartoflane kluchy lub flyndze. Tam nie było, że się nie chce. Że praca w polu to nie dla mnie. Nikt nie marudził, bo szanowaliśmy słowa starszych i szanowaliśmy rodzinę. Wieczorne opowieści Dziadków wygradzały całą tę brudną i ciężką robotę. Nikt nie potrafi tak opowiadać o życiu.
Wychowałam się na obczyźnie. W innej kulturze, w innym języku, w innych wartościach. Ów wychowanie pozwoliło zweryfikować mi, jakim człowiekiem chcę być. Tam nikt nie mówił, co i jak mam zrobić. Tam byłam sama, decydowałam sama i sama wypijałam nawarzone piwsko. Pracowałam na siebie. Zaciskałam zęby i szlochałam do poduszki. To była szkoła!
Wychowałam się na stadionie. Wśród kiboli, fanatyków. Przynależność klubowa wyssana niemal z mlekiem matki. Pochodzisz znad Brdy - kibicujesz Zawiszy. Innego wyjścia nie ma. Przerabialiśmy z tym klubem ciężkie upadki. Kiedy w 2013 roku, po 19 latach wróciliśmy do extraklasy, łzy płynęły z radości. Wojowniczy Klub Sportowy. A my z nim na dobre i na złe, bo drużyna to nie fuzekle, jak mawiają Ślązacy. Władze klubu mogą się zmieniać, właściciele, piłkarze. Ale my, my jesteśmy zawsze ci sami! 2 maja 2014 roku na stadionie narodowym Zawisza wywalczył po raz pierwszy w historii klubu puchar Polski. To są tak piękne chwile i emocje. Dla kibica - najpiękniejsze.
Wychowania przechodzimy różne. Ważne, żeby nie zapominać, gdzie i od kogo je otrzymaliśmy. Nie wstydź się! Nie bądź na siłę kimś, kim są inni. Kimś, kto jest modny. Bądź sobą!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz