Biegłam dziś swoją ulubioną trasę "Bociany-Route". Nie łatwo się ją biegnie. Sporo mało mobilizujących podbiegów i piasków pustynnych, jednak wcześniej przeszła burza i zmoczyła teren. Biegło się idealnie.
Ku mojemu zaskoczeniu nie byłam na trasie sama!!! Mieszkam w niewielkiej miejscowości. Na słowo "sport" ludzie tutaj reagują krótkim "a na cholerę!?!" lub stukaniem się w głowę. 90 % społeczności jako jedyną aktywność fizyczną zalicza płodzenie swojego piątego dzieciaka, którego gdy podrośnie będzie lać - w ramach kolejnej aktywności... Przesadziłam i to grubo. Jednak sport uprawiany nie jest. Zaledwie kilka lat temu jeżdżąc po okolicy na rolkach, powodowałam zatrzymywanie się przejeżdżających aut. Jeden z kierowców chciał mnie nawet podwieźć! ; )
Wracając na Bociany... Co prawda nie miałam okularów i wieczór szarawy nastawał, ale mijałam się z dwiema joggerkami. To pewne! Z twarzy podobne zupełnie do nikogo, ale obdarowałam je szczerym uśmiechem. Nie wiem, czy były równie zaskoczone jak ja. Miny miały kamienne. Ledwo przebierały nogami, niczym po marathonie...
Zdecydowanie to początek ich "biegowej drogi", ale mam nadzieję, że je jeszcze spotkam.
Pozdrawiam. Wasza Joggerka-Bloggerka.
P.S. Zrobiłam życiówkę na odcinku 5 km! : )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz