1 km - morduję się z kablem od słuchawek. Prawa przerywa!
Km nr 2 - piasek niczym na Gobi, górka, wiatr w oczy. Biegnę wolniej niż idę! Tętno skacze na 220. Jedyne, co pociesza, to przekonanie, że po górce będzie z górki.
Oczy pełne piasku i kurzu, łzawią, ale jest dobrze: muzyka gra w obu uszach, puls w normie. Machnięciem ręki pozdrawiamy się z zaprzyjaźnionym panem traktorzystą.
Na kilometrze czwartym ostra niespodzianka. Tzw. poganiacze. Nic przeciwko psom, jednak wolno biegające "cielaki" po publicznych drogach to lekka przesada! Kłócę się z nimi. Każę iść do domu. Azorki swoje. Nie dogadamy się :/
Charakterystyczny dla biegacza uśmiech znika z mojej twarzy na dobre. Zamiast cieszyć się wiosenną przebieżką, wkurzam się raz po raz.
Kolejny km doprowadza do obtarcia nogi. No tak, tego jeszcze dziś nie było! Piecze tak bardzo, że do domu wracam spacerem. ;]
Taka oto zaplanowana na 8 km przebieżka kończy się na 6., na bólu nogi i...głowy.
Chcesz być modnym, musisz cierpieć ; ))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz