biegowe lęki przedstartowe bywają różne. że nie dam rady, że kontuzja, że nie ten dzień, że nikt nie przekroczy linii mety później niż ja. ten ostatni jest zdecydowanie największy, bo będą pokazywać palcem i szydzić. upokorzenie w wersji ekstremalnej: dobiegasz w końcu do mety, a tam po imprezie. nikt nie czeka. wszystko zwinięte. ani śladu. ta wersja jest zdecydowanie wyimaginowana, acz oliwy do ognia dolewa.niedziela, 19 kwietnia 2015
a co jak będę ostatnia?
biegowe lęki przedstartowe bywają różne. że nie dam rady, że kontuzja, że nie ten dzień, że nikt nie przekroczy linii mety później niż ja. ten ostatni jest zdecydowanie największy, bo będą pokazywać palcem i szydzić. upokorzenie w wersji ekstremalnej: dobiegasz w końcu do mety, a tam po imprezie. nikt nie czeka. wszystko zwinięte. ani śladu. ta wersja jest zdecydowanie wyimaginowana, acz oliwy do ognia dolewa.niedziela, 8 marca 2015
sobota, 7 marca 2015
święto samotnych kobiet
Goździk + rajty z klinem - na szczęście nie moja era, aczkolwiek z pewnego źródła wiem, iż tym
właśnie obdarowywano wszystkie panie. Wtedy. Za tamtych czasów.
Ja z kolei przypominam sobie mojego tatę jeżdżącego polonezem od ciotki do ciotki, od znajomej do znajomej, aż w końcu dotarł i do mamy, i do mnie. Bagażnik miał pełen tulipanów. Czerwonych. Innych chyba nie było. Te nasze były już lekko oklapłe, ale nieważne, bo liczył się gest.
Tego symbolicznego kwiatka dostawałam tak długo, dopóki się nie wyprowadziłam z domu.
Od tamtej pory tradycja jakby umarła. Raz na 5 lat jakiś krótki esemesiak. Tulipany kupuję sobie sama. Na tę jedną jedyną okazję muszą być. Z tej okazji sama też robię sobie shopping, spełniam zachciewajki. Wieczorem nalewam lampkę wina i oglądam romansidło.
Jakież to życie jest kurwa smutne.
właśnie obdarowywano wszystkie panie. Wtedy. Za tamtych czasów.
Ja z kolei przypominam sobie mojego tatę jeżdżącego polonezem od ciotki do ciotki, od znajomej do znajomej, aż w końcu dotarł i do mamy, i do mnie. Bagażnik miał pełen tulipanów. Czerwonych. Innych chyba nie było. Te nasze były już lekko oklapłe, ale nieważne, bo liczył się gest.
Tego symbolicznego kwiatka dostawałam tak długo, dopóki się nie wyprowadziłam z domu.
Od tamtej pory tradycja jakby umarła. Raz na 5 lat jakiś krótki esemesiak. Tulipany kupuję sobie sama. Na tę jedną jedyną okazję muszą być. Z tej okazji sama też robię sobie shopping, spełniam zachciewajki. Wieczorem nalewam lampkę wina i oglądam romansidło.
Jakież to życie jest kurwa smutne.
wtorek, 6 stycznia 2015
ciekawość pierwszy stopień do piekła...
...czyli o jednym z największych przysłowiowych bzdur.być czegoś ciekawym, to znaczy chcieć wiedzieć, znać, rozwijać się. nie wiedzieć dlatego, żeby doszukać się sensacyjnej plotki, a żeby być mądrzejszym bądź zainspirowanym do poszerzenia swojej wiedzy.
nie bez kozery od najmłodszych lat stawiamy pytanie "a dlaczego". bo niby jakiej plotki może chcieć się doszukać dziecko, które jeszcze nie ma nawet pojęcia o jej istnieniu? niech nas ów "dlaczego" nie irytuje. odpowiadajmy cierpliwie naszym dzieciom. to bardzo dobrze, że chcą wiedzieć.
ciekawość to nie wścibskość! bez ciekawości nie byłoby odkryć! ;)
wtorek, 16 września 2014
1/2 maratonu za mną
czwartek, 24 lipca 2014
Wszystko mi mówi, że muszę biegać
W ostatnich kilku dniach odnotowałam lekki spadek formy, chęci, motywacji i wszystkiego. Dzwoniący o 05.30 budzik sam drzemał do 07.00. A taka byłam zachwycona tym bieganiem z rana! Na szczęście dziś już znalazłam siły, żeby wstać i pobiec. Dlatego też po pracy pobiegłam jeszcze raz. Tym razem do Go Sport. Szłam (BIEGŁAM) z zamiarem kupienia ciemnych skarpetek biegowych, ponieważ białe, co tu wiele mówić... Nie rozumiem, jak ktoś może ubierać się na biało do biegania! ?!
<- Natrafiłam na dobre ceny... I jak tu nie biegać..? ;)
Pójdę dziś chyba wcześniej spać, żeby szybciej było rano i będę w końcu mogła zaparadować w Parku Skaryszewskim ;)
A prawda jest taka, że biegam wyłącznie dla siebie i dla siebie ubieram się do tego biegania. No i po prostu lubię wyglądać ładnie.
<- Natrafiłam na dobre ceny... I jak tu nie biegać..? ;)
Pójdę dziś chyba wcześniej spać, żeby szybciej było rano i będę w końcu mogła zaparadować w Parku Skaryszewskim ;)
A prawda jest taka, że biegam wyłącznie dla siebie i dla siebie ubieram się do tego biegania. No i po prostu lubię wyglądać ładnie.
środa, 23 lipca 2014
Moje ulubione śniadanie, czyli Weißwurstfrühstück
Monachium – mój drugi dom. Tęsknię za miastem, jego
kafejkami, w których śniadania przeciągają się do późnych godzin
popołudniowych. Zjeść można wszystko, co tylko dusza zapragnie.
A moja dusza najbardziej pragnie białej kiełbasy, zaparzonej
w glinianym garnuszku, chrupiącego precla z kryształkami grubej soli,
posmarowanego prawdziwym masłem oraz solidnego kleksa słodkiej bawarskiej
musztardy. Prosto, smacznie i z tradycją - takie śniadania stanowią nieodzowny
element bawarskiej kultury. A żeby tradycji stało się zadość, popić należałoby
ów Weißwurstfrühstück jeszcze białym, pszenicznym piwskiem. Należałoby... Jednak
świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy też wystarczy. Tylko nie mówię o tym głośno.
Nie przypadłoby to Bawarczykom do gustu ; )
Subskrybuj:
Posty (Atom)

