wtorek, 16 września 2014
1/2 maratonu za mną
czwartek, 24 lipca 2014
Wszystko mi mówi, że muszę biegać
W ostatnich kilku dniach odnotowałam lekki spadek formy, chęci, motywacji i wszystkiego. Dzwoniący o 05.30 budzik sam drzemał do 07.00. A taka byłam zachwycona tym bieganiem z rana! Na szczęście dziś już znalazłam siły, żeby wstać i pobiec. Dlatego też po pracy pobiegłam jeszcze raz. Tym razem do Go Sport. Szłam (BIEGŁAM) z zamiarem kupienia ciemnych skarpetek biegowych, ponieważ białe, co tu wiele mówić... Nie rozumiem, jak ktoś może ubierać się na biało do biegania! ?!
<- Natrafiłam na dobre ceny... I jak tu nie biegać..? ;)
Pójdę dziś chyba wcześniej spać, żeby szybciej było rano i będę w końcu mogła zaparadować w Parku Skaryszewskim ;)
A prawda jest taka, że biegam wyłącznie dla siebie i dla siebie ubieram się do tego biegania. No i po prostu lubię wyglądać ładnie.
<- Natrafiłam na dobre ceny... I jak tu nie biegać..? ;)
Pójdę dziś chyba wcześniej spać, żeby szybciej było rano i będę w końcu mogła zaparadować w Parku Skaryszewskim ;)
A prawda jest taka, że biegam wyłącznie dla siebie i dla siebie ubieram się do tego biegania. No i po prostu lubię wyglądać ładnie.
środa, 23 lipca 2014
Moje ulubione śniadanie, czyli Weißwurstfrühstück
Monachium – mój drugi dom. Tęsknię za miastem, jego
kafejkami, w których śniadania przeciągają się do późnych godzin
popołudniowych. Zjeść można wszystko, co tylko dusza zapragnie.
A moja dusza najbardziej pragnie białej kiełbasy, zaparzonej
w glinianym garnuszku, chrupiącego precla z kryształkami grubej soli,
posmarowanego prawdziwym masłem oraz solidnego kleksa słodkiej bawarskiej
musztardy. Prosto, smacznie i z tradycją - takie śniadania stanowią nieodzowny
element bawarskiej kultury. A żeby tradycji stało się zadość, popić należałoby
ów Weißwurstfrühstück jeszcze białym, pszenicznym piwskiem. Należałoby... Jednak
świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy też wystarczy. Tylko nie mówię o tym głośno.
Nie przypadłoby to Bawarczykom do gustu ; )
niedziela, 13 lipca 2014
Wyzwanie musi być!
Bo gdybym go nie miała, biegałabym na max 40 % swoich możliwości. Dopiero kiedy ściga mnie termin, potrafię się spiąć i dać z siebie 41 % ;)
Cóż zrobić, taki typ człowieka. Nie tylko człowieka - biegacza.
W ubiegłym roku wystartowałam w zawodach na 15 km. A jako, że poprzeczka musi być postawiona wyżej, w tym roku będzie półmaraton. Dam radę. Na przetrwanie, ale dam. Bo moje starty to nie bieg na podium, to radosne przekroczenie linii mety. Żeby stać się jednym z nich <3
Cóż zrobić, taki typ człowieka. Nie tylko człowieka - biegacza.
W ubiegłym roku wystartowałam w zawodach na 15 km. A jako, że poprzeczka musi być postawiona wyżej, w tym roku będzie półmaraton. Dam radę. Na przetrwanie, ale dam. Bo moje starty to nie bieg na podium, to radosne przekroczenie linii mety. Żeby stać się jednym z nich <3
![]() |
| 31.08.2014, Warszawa - będzie cudownie! |
czwartek, 10 lipca 2014
O tym, co ważne
...miało być o wszystkim istotnym i wychodzi na to, że to właśnie bieganie obejmuje prowadzenie w ów wszystkim. Beata Sadowska, znana dziennikarka radiowo-telewizyjna, napisała cudowną książkę "I jak tu nie biegać". Tytuł broni się sam sobą. I sobą nakłania do dobrego. Do wysiłku, do sys-te-ma-tycz-no-ści (nie jestem pewna tych sylab), do biegania rano.
Cenię sobie sen. Nienawidzę budzika! Kiedy stawiałam pierwsze kroki biegowe, trening był możliwy wyłącznie w ciągu dnia, wieczorem. Nie licząc okresu bezrobocia, kiedy to mogłam spokojnie wcześnie wstać (bo jak budzik jest off, to budzę się sama bardzo wcześnie - tak na przekór), zjeść śniadanie, ogarnąć oferty pracy i dopiero wtedy pójść na trening.
Chodząc do pracy nie wyobrażałam sobie wstawania o 5.00, żeby wyrobić się z treningiem i na 9.00 do biura. Przekonało mnie jednak stwierdzenie w książce p.Beaty, iż z rana jest łatwiej biegać, bo organizm się jeszcze nie broni przed. Nie wymyśla, nie szuka wymówek w pogodzie ani usprawiedliwienia w ciężkim dniu.
Wstaję o 5.30, wypijam szklankę wody i wybiegam. Nie zastanawiam się nad niczym, nie analizuję. Po prostu wstaję i robię, co do mnie należy. Żeby każdy dzień był dobrze rozpoczęty. Około 6.45 jestem z powrotem w domu i mam ponad godzinę do wyjścia do pracy. Wybiegane rano endorfiny wystarczają mi na cały dzień. Czuję się cudownie. Długie wybieganie zostawiam na weekend.
To tylko jedno z mądrych rzeczy, jakie przeczytałam w książce. Uwielbiam ją!
Cenię sobie sen. Nienawidzę budzika! Kiedy stawiałam pierwsze kroki biegowe, trening był możliwy wyłącznie w ciągu dnia, wieczorem. Nie licząc okresu bezrobocia, kiedy to mogłam spokojnie wcześnie wstać (bo jak budzik jest off, to budzę się sama bardzo wcześnie - tak na przekór), zjeść śniadanie, ogarnąć oferty pracy i dopiero wtedy pójść na trening.
Chodząc do pracy nie wyobrażałam sobie wstawania o 5.00, żeby wyrobić się z treningiem i na 9.00 do biura. Przekonało mnie jednak stwierdzenie w książce p.Beaty, iż z rana jest łatwiej biegać, bo organizm się jeszcze nie broni przed. Nie wymyśla, nie szuka wymówek w pogodzie ani usprawiedliwienia w ciężkim dniu.
Wstaję o 5.30, wypijam szklankę wody i wybiegam. Nie zastanawiam się nad niczym, nie analizuję. Po prostu wstaję i robię, co do mnie należy. Żeby każdy dzień był dobrze rozpoczęty. Około 6.45 jestem z powrotem w domu i mam ponad godzinę do wyjścia do pracy. Wybiegane rano endorfiny wystarczają mi na cały dzień. Czuję się cudownie. Długie wybieganie zostawiam na weekend.
To tylko jedno z mądrych rzeczy, jakie przeczytałam w książce. Uwielbiam ją!
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Nigdy nie zapomnij, gdzie się wychowałaś
Wychowałam się w borowiackiej wsi. Wśród sosen, cisów i dębów. Nad jeziorami i Brdą. Na polu u Babci: zbierając kartofle, pasąc gęsi, goniąc kury, jedząc w "świńskiej" kuchni kartoflane kluchy lub flyndze. Tam nie było, że się nie chce. Że praca w polu to nie dla mnie. Nikt nie marudził, bo szanowaliśmy słowa starszych i szanowaliśmy rodzinę. Wieczorne opowieści Dziadków wygradzały całą tę brudną i ciężką robotę. Nikt nie potrafi tak opowiadać o życiu.
Wychowałam się na obczyźnie. W innej kulturze, w innym języku, w innych wartościach. Ów wychowanie pozwoliło zweryfikować mi, jakim człowiekiem chcę być. Tam nikt nie mówił, co i jak mam zrobić. Tam byłam sama, decydowałam sama i sama wypijałam nawarzone piwsko. Pracowałam na siebie. Zaciskałam zęby i szlochałam do poduszki. To była szkoła!
Wychowałam się na stadionie. Wśród kiboli, fanatyków. Przynależność klubowa wyssana niemal z mlekiem matki. Pochodzisz znad Brdy - kibicujesz Zawiszy. Innego wyjścia nie ma. Przerabialiśmy z tym klubem ciężkie upadki. Kiedy w 2013 roku, po 19 latach wróciliśmy do extraklasy, łzy płynęły z radości. Wojowniczy Klub Sportowy. A my z nim na dobre i na złe, bo drużyna to nie fuzekle, jak mawiają Ślązacy. Władze klubu mogą się zmieniać, właściciele, piłkarze. Ale my, my jesteśmy zawsze ci sami! 2 maja 2014 roku na stadionie narodowym Zawisza wywalczył po raz pierwszy w historii klubu puchar Polski. To są tak piękne chwile i emocje. Dla kibica - najpiękniejsze.
Wychowania przechodzimy różne. Ważne, żeby nie zapominać, gdzie i od kogo je otrzymaliśmy. Nie wstydź się! Nie bądź na siłę kimś, kim są inni. Kimś, kto jest modny. Bądź sobą!
Wychowałam się na obczyźnie. W innej kulturze, w innym języku, w innych wartościach. Ów wychowanie pozwoliło zweryfikować mi, jakim człowiekiem chcę być. Tam nikt nie mówił, co i jak mam zrobić. Tam byłam sama, decydowałam sama i sama wypijałam nawarzone piwsko. Pracowałam na siebie. Zaciskałam zęby i szlochałam do poduszki. To była szkoła!
Wychowałam się na stadionie. Wśród kiboli, fanatyków. Przynależność klubowa wyssana niemal z mlekiem matki. Pochodzisz znad Brdy - kibicujesz Zawiszy. Innego wyjścia nie ma. Przerabialiśmy z tym klubem ciężkie upadki. Kiedy w 2013 roku, po 19 latach wróciliśmy do extraklasy, łzy płynęły z radości. Wojowniczy Klub Sportowy. A my z nim na dobre i na złe, bo drużyna to nie fuzekle, jak mawiają Ślązacy. Władze klubu mogą się zmieniać, właściciele, piłkarze. Ale my, my jesteśmy zawsze ci sami! 2 maja 2014 roku na stadionie narodowym Zawisza wywalczył po raz pierwszy w historii klubu puchar Polski. To są tak piękne chwile i emocje. Dla kibica - najpiękniejsze.
Wychowania przechodzimy różne. Ważne, żeby nie zapominać, gdzie i od kogo je otrzymaliśmy. Nie wstydź się! Nie bądź na siłę kimś, kim są inni. Kimś, kto jest modny. Bądź sobą!
niedziela, 1 grudnia 2013
Robienie na drutach
Chcąc zabić nudę bezrobocia, tudzież trochę urozmaicić ten czas, zakupiłam druty. Gama pomysłów "na siebie" po rocznym przymusowym urlopie naprawdę się kurczy. A dawno temu Babcia Marysia nauczyła mnie wełnianej sztuki, ale zawsze wydawała mi się.... no staromodna! ;)
Poza tym nigdy nie lubiłam szycia, cerowania i podobnych. Do dziś jak mam przyszyć guzik, odkładam to na kolejne jutro.
Jednak najwyraźniej człowiek dojrzewa do pewnych rzeczy, bo dzisiaj robienie na drutach wydaje mi się mega fajne! Zrobię sobie coś własnoręcznie i da mi to dużą satysfakcję!
Nawet jak w międzyczasie bezrobocie znalazło swój koniec (NARESZCIE!!!), druty nie odejdą w zapomnienie. Z pewnością zabiorę je ze sobą w codzienną pociągową podróż do pracy. Jakoś trzeba sobie, z kolei teraz nie bezrobocie a dojazdy, zorganizować. Jednym słowem, robótki ręczne dobre na każdą wolną chwilę. Gwiazdka za pasem. Może skuszę się i na jakieś prezenty..?
Poza tym nigdy nie lubiłam szycia, cerowania i podobnych. Do dziś jak mam przyszyć guzik, odkładam to na kolejne jutro.
Jednak najwyraźniej człowiek dojrzewa do pewnych rzeczy, bo dzisiaj robienie na drutach wydaje mi się mega fajne! Zrobię sobie coś własnoręcznie i da mi to dużą satysfakcję!
Nawet jak w międzyczasie bezrobocie znalazło swój koniec (NARESZCIE!!!), druty nie odejdą w zapomnienie. Z pewnością zabiorę je ze sobą w codzienną pociągową podróż do pracy. Jakoś trzeba sobie, z kolei teraz nie bezrobocie a dojazdy, zorganizować. Jednym słowem, robótki ręczne dobre na każdą wolną chwilę. Gwiazdka za pasem. Może skuszę się i na jakieś prezenty..?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


