...miało być o wszystkim istotnym i wychodzi na to, że to właśnie bieganie obejmuje prowadzenie w ów wszystkim. Beata Sadowska, znana dziennikarka radiowo-telewizyjna, napisała cudowną książkę "I jak tu nie biegać". Tytuł broni się sam sobą. I sobą nakłania do dobrego. Do wysiłku, do sys-te-ma-tycz-no-ści (nie jestem pewna tych sylab), do biegania rano.
Cenię sobie sen. Nienawidzę budzika! Kiedy stawiałam pierwsze kroki biegowe, trening był możliwy wyłącznie w ciągu dnia, wieczorem. Nie licząc okresu bezrobocia, kiedy to mogłam spokojnie wcześnie wstać (bo jak budzik jest off, to budzę się sama bardzo wcześnie - tak na przekór), zjeść śniadanie, ogarnąć oferty pracy i dopiero wtedy pójść na trening.
Chodząc do pracy nie wyobrażałam sobie wstawania o 5.00, żeby wyrobić się z treningiem i na 9.00 do biura. Przekonało mnie jednak stwierdzenie w książce p.Beaty, iż z rana jest łatwiej biegać, bo organizm się jeszcze nie broni przed. Nie wymyśla, nie szuka wymówek w pogodzie ani usprawiedliwienia w ciężkim dniu.
Wstaję o 5.30, wypijam szklankę wody i wybiegam. Nie zastanawiam się nad niczym, nie analizuję. Po prostu wstaję i robię, co do mnie należy. Żeby każdy dzień był dobrze rozpoczęty. Około 6.45 jestem z powrotem w domu i mam ponad godzinę do wyjścia do pracy. Wybiegane rano endorfiny wystarczają mi na cały dzień. Czuję się cudownie. Długie wybieganie zostawiam na weekend.
To tylko jedno z mądrych rzeczy, jakie przeczytałam w książce. Uwielbiam ją!