Wschód słońca, Sobieszewo, 28/07/13. Nie wybieraj najkrótszej drogi do domu, wybierz tę piękniejszą!!
wtorek, 30 lipca 2013
Tęsknię za życiem!
Przeklęta i słaba rzeczywistości, oddaj mi moje życie!!! Moją radość z pracy i obcowania z innymi! Nie można mieć żadnych planów! Żadnej spontaniczności! NIENAWIDZĘ CIĘ! I nie dam się!
czwartek, 9 maja 2013
Z pamiętnika biegacza
Biegłam dziś swoją ulubioną trasę "Bociany-Route". Nie łatwo się ją biegnie. Sporo mało mobilizujących podbiegów i piasków pustynnych, jednak wcześniej przeszła burza i zmoczyła teren. Biegło się idealnie.
Ku mojemu zaskoczeniu nie byłam na trasie sama!!! Mieszkam w niewielkiej miejscowości. Na słowo "sport" ludzie tutaj reagują krótkim "a na cholerę!?!" lub stukaniem się w głowę. 90 % społeczności jako jedyną aktywność fizyczną zalicza płodzenie swojego piątego dzieciaka, którego gdy podrośnie będzie lać - w ramach kolejnej aktywności... Przesadziłam i to grubo. Jednak sport uprawiany nie jest. Zaledwie kilka lat temu jeżdżąc po okolicy na rolkach, powodowałam zatrzymywanie się przejeżdżających aut. Jeden z kierowców chciał mnie nawet podwieźć! ; )
Wracając na Bociany... Co prawda nie miałam okularów i wieczór szarawy nastawał, ale mijałam się z dwiema joggerkami. To pewne! Z twarzy podobne zupełnie do nikogo, ale obdarowałam je szczerym uśmiechem. Nie wiem, czy były równie zaskoczone jak ja. Miny miały kamienne. Ledwo przebierały nogami, niczym po marathonie...
Zdecydowanie to początek ich "biegowej drogi", ale mam nadzieję, że je jeszcze spotkam.
Pozdrawiam. Wasza Joggerka-Bloggerka.
P.S. Zrobiłam życiówkę na odcinku 5 km! : )
Ku mojemu zaskoczeniu nie byłam na trasie sama!!! Mieszkam w niewielkiej miejscowości. Na słowo "sport" ludzie tutaj reagują krótkim "a na cholerę!?!" lub stukaniem się w głowę. 90 % społeczności jako jedyną aktywność fizyczną zalicza płodzenie swojego piątego dzieciaka, którego gdy podrośnie będzie lać - w ramach kolejnej aktywności... Przesadziłam i to grubo. Jednak sport uprawiany nie jest. Zaledwie kilka lat temu jeżdżąc po okolicy na rolkach, powodowałam zatrzymywanie się przejeżdżających aut. Jeden z kierowców chciał mnie nawet podwieźć! ; )
Wracając na Bociany... Co prawda nie miałam okularów i wieczór szarawy nastawał, ale mijałam się z dwiema joggerkami. To pewne! Z twarzy podobne zupełnie do nikogo, ale obdarowałam je szczerym uśmiechem. Nie wiem, czy były równie zaskoczone jak ja. Miny miały kamienne. Ledwo przebierały nogami, niczym po marathonie...
Zdecydowanie to początek ich "biegowej drogi", ale mam nadzieję, że je jeszcze spotkam.
Pozdrawiam. Wasza Joggerka-Bloggerka.
P.S. Zrobiłam życiówkę na odcinku 5 km! : )
wtorek, 30 kwietnia 2013
Jedyne co mam to marzenia...
że mogę mieć własne pragnienia..? Tak to leciało..? Nie w mojej bajce!
Marzenia są piękne, ale nieosiągalne. Spełniają się bardzo rzadko. Zdecydowanie wolę coś bardziej namacalnego. Mocno stąpam po ziemi. Wolę nie wierzyć w cuda. A już na pewno nie dot. mojej osoby. Realistka.
Od blisko pół roku nie mogę poszukać sobie pracy. Pytanie na kolejnych rozmowach kwalifikacyjnych o moje cele zawodowe oraz gdzie widzę się za lat 5, a gdzie za lat 10, działa na mnie jak płachta na byka!
Działało. Po pewnym czasie zaczęło bawić, czego nawet nie próbowałam ukrywać. Może w tym tkwi sęk ciągłych niepowodzeń..? ; )
Ale ja nie jestem arogancka! Delikatnie daję do zrozumienia, że pytanie mnie bawi. Szukają kreatywnych, otwartych, a zadają banalne, sztampowe i nic nie wnoszące pytania. Żeby mnie rzekomo lepiej poznać?!? Odpowiadam szczerze, iż nie wiem, gdzie się widzę. Bo ja po prostu chcę pracować. Chcę koncentrować się na tym, co dziś. Na tym, żeby robić to dobrze. Nie żyję po to, żeby pracować. Pracuję, żeby żyć.
Jedyne cele, jakie w życiu mam, to moje rekordy biegowe. I nawet te uświadomiłam sobie dopiero całkiem niedawno. Może do karier zawodowych po prostu jeszcze nie dojrzałam? Bzdura, bo biegam zdecydowanie krócej niż pracuję! To nie wiem. Ale, jak się dowiem, o ile się dowiem, poinformuję.
Czuwaj!
P.S. A w piosence leciało o złudzeniach. I sens jej też zupełnie inny, niż ten który nucę pod swoim nosem. Jedynie linia melodyczna ta sama. Profesjonalna: a-moll, C-dur, a-moll/C-dur, G-dur, a-moll. ; )
Marzenia są piękne, ale nieosiągalne. Spełniają się bardzo rzadko. Zdecydowanie wolę coś bardziej namacalnego. Mocno stąpam po ziemi. Wolę nie wierzyć w cuda. A już na pewno nie dot. mojej osoby. Realistka.
Od blisko pół roku nie mogę poszukać sobie pracy. Pytanie na kolejnych rozmowach kwalifikacyjnych o moje cele zawodowe oraz gdzie widzę się za lat 5, a gdzie za lat 10, działa na mnie jak płachta na byka!
Działało. Po pewnym czasie zaczęło bawić, czego nawet nie próbowałam ukrywać. Może w tym tkwi sęk ciągłych niepowodzeń..? ; )
Ale ja nie jestem arogancka! Delikatnie daję do zrozumienia, że pytanie mnie bawi. Szukają kreatywnych, otwartych, a zadają banalne, sztampowe i nic nie wnoszące pytania. Żeby mnie rzekomo lepiej poznać?!? Odpowiadam szczerze, iż nie wiem, gdzie się widzę. Bo ja po prostu chcę pracować. Chcę koncentrować się na tym, co dziś. Na tym, żeby robić to dobrze. Nie żyję po to, żeby pracować. Pracuję, żeby żyć.
Jedyne cele, jakie w życiu mam, to moje rekordy biegowe. I nawet te uświadomiłam sobie dopiero całkiem niedawno. Może do karier zawodowych po prostu jeszcze nie dojrzałam? Bzdura, bo biegam zdecydowanie krócej niż pracuję! To nie wiem. Ale, jak się dowiem, o ile się dowiem, poinformuję.
Czuwaj!
P.S. A w piosence leciało o złudzeniach. I sens jej też zupełnie inny, niż ten który nucę pod swoim nosem. Jedynie linia melodyczna ta sama. Profesjonalna: a-moll, C-dur, a-moll/C-dur, G-dur, a-moll. ; )
piątek, 26 kwietnia 2013
Moda na bieganie
1 km - morduję się z kablem od słuchawek. Prawa przerywa!
Km nr 2 - piasek niczym na Gobi, górka, wiatr w oczy. Biegnę wolniej niż idę! Tętno skacze na 220. Jedyne, co pociesza, to przekonanie, że po górce będzie z górki.
Oczy pełne piasku i kurzu, łzawią, ale jest dobrze: muzyka gra w obu uszach, puls w normie. Machnięciem ręki pozdrawiamy się z zaprzyjaźnionym panem traktorzystą.
Na kilometrze czwartym ostra niespodzianka. Tzw. poganiacze. Nic przeciwko psom, jednak wolno biegające "cielaki" po publicznych drogach to lekka przesada! Kłócę się z nimi. Każę iść do domu. Azorki swoje. Nie dogadamy się :/
Charakterystyczny dla biegacza uśmiech znika z mojej twarzy na dobre. Zamiast cieszyć się wiosenną przebieżką, wkurzam się raz po raz.
Kolejny km doprowadza do obtarcia nogi. No tak, tego jeszcze dziś nie było! Piecze tak bardzo, że do domu wracam spacerem. ;]
Taka oto zaplanowana na 8 km przebieżka kończy się na 6., na bólu nogi i...głowy.
Chcesz być modnym, musisz cierpieć ; ))
Km nr 2 - piasek niczym na Gobi, górka, wiatr w oczy. Biegnę wolniej niż idę! Tętno skacze na 220. Jedyne, co pociesza, to przekonanie, że po górce będzie z górki.
Oczy pełne piasku i kurzu, łzawią, ale jest dobrze: muzyka gra w obu uszach, puls w normie. Machnięciem ręki pozdrawiamy się z zaprzyjaźnionym panem traktorzystą.
Na kilometrze czwartym ostra niespodzianka. Tzw. poganiacze. Nic przeciwko psom, jednak wolno biegające "cielaki" po publicznych drogach to lekka przesada! Kłócę się z nimi. Każę iść do domu. Azorki swoje. Nie dogadamy się :/
Charakterystyczny dla biegacza uśmiech znika z mojej twarzy na dobre. Zamiast cieszyć się wiosenną przebieżką, wkurzam się raz po raz.
Kolejny km doprowadza do obtarcia nogi. No tak, tego jeszcze dziś nie było! Piecze tak bardzo, że do domu wracam spacerem. ;]
Taka oto zaplanowana na 8 km przebieżka kończy się na 6., na bólu nogi i...głowy.
Chcesz być modnym, musisz cierpieć ; ))
środa, 17 kwietnia 2013
Urodzinowy komentarz
1oo-letni Jubilat ucina drzemkę przy stole, nie zważając na przybyłych gości. Jego młodsza o 7 lat siostra przewraca kieliszki jeden za drugim, a 84-letni szwagier rozkręca imprezę śpiewem szlagierów z okresu wojny. Wypija brudzia z panem Heniem - 80-latkiem z sąsiedztwa Jubilata. Tenże sam szwagier doprawia się w drodze powrotnej zakupioną na stacji benzynowej flaszką. Nie może samodzielnie wysiąść z auta, potem zasypia w opakowaniu.
Że mądrzejemy z wiekiem? Że zachowujemy umiar? Wolne żarty! Z wódką zawsze [!!!] postąpimy tak samo. ; )
Że mądrzejemy z wiekiem? Że zachowujemy umiar? Wolne żarty! Z wódką zawsze [!!!] postąpimy tak samo. ; )
piątek, 12 kwietnia 2013
BIG LOVE - przegląd definicji
Bywa cierpliwa, łaskawa. Bywa, że nie zazdrości, nie szuka poklasku. Bywa biblijna, mityczna, utopijna. Częściej bywa od pierwszego wejrzenia. I trwa długi tydzień.
Jest bez wątpienia jednym z najtrudniejszych terminów do wyjaśnienia. Text w wersji roboczej ciągnie się za mną od tygodni. To moje trzecie podejście do jej, przyjmijmy, "analizy". Oj rozłożę cię na części pierwsze, miłości moja!
Bywasz aż do śmierci, a czasami i ponad ją. Brat mojego dziadka umierał w momencie pochówku jego ukochanej Jadwigi. Pamiętam, jak z cierpieniem wołał do niej: "Zabierz mnie za sobą, Dziuniu"! Posłuchała go, bo sama nie wiedziała, jak bez niego żyć. Bardzo baliśmy się, że podobny los spotka jego brata, kiedy zabrakło naszej kochanej Omi. Ku zdziwieniu, a przede wszystkim uciesze, dziadek jest jeszcze z nami. Jednak kiedy na niego patrzę, wiem, jak bardzo za Nią tęskni, jak bardzo chce już do Niej pójść. Mówi, że bez Niej nie ma tu już nic do życia. Poznali się jeszcze w piaskownicy. Małżeństwem byli ponad 60 lat. Nigdy się nie rozstawali. Nawet, jak Babcia trafiła do szpitala, dziadka musieli zabrać tuż za Nią. Dopadała go ta sama choroba. Pamiętam dwa takie zdarzenia. Tragiczne, choć piękne.
Bywasz chorobliwą. Po okresie zauroczenia, czułości, chwilach szczęścia, dwójki dzieci, przeradzasz się w obłęd. Nie pozwalasz odejść. Nie pozwalasz żyć. Kochasz tak bardzo, że jedyne czego pragniesz, to posiadać. Posiadać na wyłączność. Nie oddasz nikomu. Zazdrość opętała twe myśli i naprawdę wolałabyś widzieć martwym...
Platoniczna. Ona jest piękna. Planujesz z kimś życie, choć ktoś nie wie o swoim "szczęściu". Bywa, że nie wie nawet o twoim istnieniu. Taki Justin Bieber. Kochany przez miliony. Te jego fanki dałyby się za niego pokroić. Z miłości. Platoniczna - bardziej przyziemna - opiera się na wyobrażeniu, idealizmie. Często pęka w momencie, kiedy poznajemy tę osobę bliżej. Lub przeciwnie, pogłębia się i proces odkochiwania się oznacza kilka przepłakanych nocy.
Dojrzała. Z taką spotkałam się ostatnio. Bardzo mi się spodobała, choć obawiam się, że...
Nie zapeszam. Nie czarnowidze. Mocno trzymam za nią kciuki. Znają się od podstawówki. Równie długo są swoimi przyjaciółmi. Ich drogi niejednokrotnie się rozchodziły. Pojawiły się dzieci, rozwody. Zawsze do siebie jednak wracali w tej swojej przyjaźni. Znają się na wylot. Wiedzą o sobie wszystko, a mimo to, ciągle im na sobie zależy. Potrafią siebie nawzajem zaskoczyć, spowodować radość. Swoje relacje opierają na szczerości, na zaufaniu. Obojętnie, co robią, nigdy nie jest nudno. W swoim towarzystwie, milczenie nie jest krępujące. Nie są idealni, ale akceptują siebie. Nie próbują siebie zmieniać. Nauczyli się kompromisu. Dojrzali do siebie, a mimo to nie są razem. Najprawdopodobniej jakiś niewyjaśniony lęk paraliżuje ten krok. NIE BÓJ SIĘ! Czas płynie, świeczka się wypala! Chwyć go za rękę! On jest Twój. Na zawsze!
Jest bez wątpienia jednym z najtrudniejszych terminów do wyjaśnienia. Text w wersji roboczej ciągnie się za mną od tygodni. To moje trzecie podejście do jej, przyjmijmy, "analizy". Oj rozłożę cię na części pierwsze, miłości moja!
Bywasz aż do śmierci, a czasami i ponad ją. Brat mojego dziadka umierał w momencie pochówku jego ukochanej Jadwigi. Pamiętam, jak z cierpieniem wołał do niej: "Zabierz mnie za sobą, Dziuniu"! Posłuchała go, bo sama nie wiedziała, jak bez niego żyć. Bardzo baliśmy się, że podobny los spotka jego brata, kiedy zabrakło naszej kochanej Omi. Ku zdziwieniu, a przede wszystkim uciesze, dziadek jest jeszcze z nami. Jednak kiedy na niego patrzę, wiem, jak bardzo za Nią tęskni, jak bardzo chce już do Niej pójść. Mówi, że bez Niej nie ma tu już nic do życia. Poznali się jeszcze w piaskownicy. Małżeństwem byli ponad 60 lat. Nigdy się nie rozstawali. Nawet, jak Babcia trafiła do szpitala, dziadka musieli zabrać tuż za Nią. Dopadała go ta sama choroba. Pamiętam dwa takie zdarzenia. Tragiczne, choć piękne.
Bywasz chorobliwą. Po okresie zauroczenia, czułości, chwilach szczęścia, dwójki dzieci, przeradzasz się w obłęd. Nie pozwalasz odejść. Nie pozwalasz żyć. Kochasz tak bardzo, że jedyne czego pragniesz, to posiadać. Posiadać na wyłączność. Nie oddasz nikomu. Zazdrość opętała twe myśli i naprawdę wolałabyś widzieć martwym...
Platoniczna. Ona jest piękna. Planujesz z kimś życie, choć ktoś nie wie o swoim "szczęściu". Bywa, że nie wie nawet o twoim istnieniu. Taki Justin Bieber. Kochany przez miliony. Te jego fanki dałyby się za niego pokroić. Z miłości. Platoniczna - bardziej przyziemna - opiera się na wyobrażeniu, idealizmie. Często pęka w momencie, kiedy poznajemy tę osobę bliżej. Lub przeciwnie, pogłębia się i proces odkochiwania się oznacza kilka przepłakanych nocy.
Dojrzała. Z taką spotkałam się ostatnio. Bardzo mi się spodobała, choć obawiam się, że...
Nie zapeszam. Nie czarnowidze. Mocno trzymam za nią kciuki. Znają się od podstawówki. Równie długo są swoimi przyjaciółmi. Ich drogi niejednokrotnie się rozchodziły. Pojawiły się dzieci, rozwody. Zawsze do siebie jednak wracali w tej swojej przyjaźni. Znają się na wylot. Wiedzą o sobie wszystko, a mimo to, ciągle im na sobie zależy. Potrafią siebie nawzajem zaskoczyć, spowodować radość. Swoje relacje opierają na szczerości, na zaufaniu. Obojętnie, co robią, nigdy nie jest nudno. W swoim towarzystwie, milczenie nie jest krępujące. Nie są idealni, ale akceptują siebie. Nie próbują siebie zmieniać. Nauczyli się kompromisu. Dojrzali do siebie, a mimo to nie są razem. Najprawdopodobniej jakiś niewyjaśniony lęk paraliżuje ten krok. NIE BÓJ SIĘ! Czas płynie, świeczka się wypala! Chwyć go za rękę! On jest Twój. Na zawsze!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

